piątek, 6 lutego 2015

Miffy

Osobny wpis poświęcam naszemu zakupowi ze sklepu z porcelaną, znajdującego się w fabryce Royal Delft. 


Oczywiście w takim sklepie kupić można dużo i wydać baardzo dużo. Najbardziej podobały mi sie zastawy stołowe, te z kolekcji blue i te klasyczne, zestawy do sushi, wazy, no sporo tego mogłabym wymienić;) Ograniczyłyśmy się jednak z Zosią do kupna magnesu na lodówkę (kolejny do powiększającej się kolekcji). Spośród wielu, które pokazywałam Zosi, ona konkretnie i stanowczo wskazała jeden: Miffy. I to ona, Miffy, jest bohaterką tego posta.



Miffy, znana jest w Holandi jako Nijntje (skrót od holenderskiego konijntje - little rabbit, czyli mały królik). Została stworzona w 1955 roku przez Holendra Dicka Bruna, który narysował ją dla swojego rocznego synka podczas zabawy. Tak narodził się pomysł na "przyjaciela" rodziny, a z czasem - wszystkich czytelników na świecie. Od 1955 roku ukazało się ok. 30 historyjek z życia króliczka, tłumaczonych na kilkadziesiąt języków. W Polsce książeczki o Miffy dostępne są od 2008 roku. Nijntje to już nie tylko postać z książeczek dla dzieci, stała się również postacią z animowanych bajek, ambasadorką Unicefu, powstają o niej musicale i programy telewizyjne. Polską stronę internetową tego małego królika możecie zobaczyć tutaj. A na koniec portret Miffy stworzony przeze mnie i Zosię w paintcie:)


czwartek, 5 lutego 2015

Porcelain

Dzisiaj zapraszamy z Zosią na spacer (w dość zimowej aurze, bo w nocy spadł śnieg) w poszukiwaniu śladów tradycji;) 




Postanowiłyśmy zobaczyć słynną delftycką fabrykę porcelany i sprawdzić, czy w mieście oprócz witryn sklepowych, w zwykłych domostwach goszczą elementy biało niebieskiego fajansu. Bez obaw, nie wpraszałyśmy się nikomu do domu;) W Holandii normalne jest, że w domach są bardzo duże okna, do tego nikt ich z reguły nie zasłania, więc przechodnie mogą swobodnie podpatrzeć jak ludzie mieszkają. Podobno sami Holendrzy nigdy tak nie robią, może właśnie po tym ludzie poznają, że nie jesteśmy stąd, mało kto poza nami chodzi po ulicach i fotografuje parapety;P 
Fabryka Royal Delft znajduje się nieopodal miejsca gdzie mieszkamy. 





Kiedy już planowałyśmy wejść do środka, zderzyłyśmy się z wychodzącą stamtąd wycieczką Azjatów. Takiego ataku się nie spodziewałam, wszyscy otoczyli Zosię, chcieli ją brać na ręce, całować i przytulać. Ich okrzyki tłumaczyłam sobie jako: "oooo, jaka słodka", "ooooooooo jaka śliczna". Myślę, że Zofik okazał się dla nich większą atrakcją niż zwiedzane miejsce. Jednak Zosia na tyle się wystraszyła, że musiałyśmy szybko uciekać i ruszać dalej na spacer. 
Przyglądając się dokładniej mijanym kamienicom i domom można zauważyć, że bardzo dużo ludzi ma w swoich oknach porcelanowe ozdoby, numery domów w postaci kafelków czy ceramiczne chodaki powieszone przy drzwiach wejściowych. 








Oprócz sztuki użytkowej w postaci wazonów, nakryć stołu, czajników czy wszechobecnych bibelotów, styl zdobienia delftyckiej porcelany zainspirował również projektantów domu mody Valentino. Stworzyli oni kolekcję jesień-zima 2013 opartą o twórczość Vermeera oraz elementy zdobień porcelany. Dla zainteresowanych modą kilka linków: tututu i tu

niedziela, 1 lutego 2015

Rowerowo

Jesteśmy już pełnoprawnymi, zroweryzowanymi, mieszkańcami Holandii. W tygodniu udało nam się zakupić dwa rowery i siedzonko dla Zofika za 160 E, więc ubiliśmy całkiem dobry interes;) Dzisiaj, znajdując na prognozie pogody dziurę w chmurach, zaplanowaliśmy sobie pierwszą wycieczkę. Zosi bardzo spodobał się taki sposób przemieszczania, więc jak tylko zrobi się cieplej będziemy dużo podróżować.





sobota, 31 stycznia 2015

Last month

Minął pierwszy miesiąc naszego pobytu w Holandii, właściwie nawet nie wiemy kiedy i jak to się stało. Z Zosią, generalnie, czas szybciej mija, a i ponudzić też się nie ma kiedy.
Dziś krótkie podsumowanie wrażeń i odczuć...
Jest nam łatwiej niż podczas pierwszego wyjazdu do Belgii, szybciej się zaaklimatyzowaliśmy i pogodziliśmy z tym, że to nie Polska, nie Kraków. To, że otaczają nas ludzie których języka nie rozumiemy już nie jest żadną nowością, właściwie nie zwróciliśmy na to uwagi. Ja się nie boję wyjść sama z domu ani odzywać do ludzi, jak to było w Belgii;) Być może dlatego, że teraz mam małą towarzyszkę. Michał w pracy ma tylko trudniej, bo tutaj grupa jest mocno zsocjalizowana i trzeba dużo czasu spędzać na lunchach, seminariach i spotkaniach, no i narzeka, że przez to w pracy ma mało czasu na pracę;) Na ulicach obcy ludzie się uśmiechają i mówią nam "daach" (dag-cześć), więc jest miło. Właściwie to jest tutaj nawet fajnie. Oczywiście nie jest tak, że nie miałabym na co ponarzekać, ale może o tym innym razem:)
Zdjęcia to gratka dla dziadków i prababci, dużo Zosi z ostatniego miesiąca plus zdjęcia, które nie dostały się na poprzednie wpisy:


Zosia wyrzuca szklane butelki







Dwa ostatnie zdjęcia przedstawiają tajemnicze dla nas płytki chodnikowe. Wmurowane są w różnych miejscach miasta, na każdej jest napis "ziemia" w kilku językach. Ich tajemnicę postaramy się rozwikłać. 

wtorek, 27 stycznia 2015

Shopping in Delft

Zakupy, każdy robi, nie każdy lubi, ale bez nich nie da się żyć;)
Jak sprawa zakupów wygląda tutaj, jakie są ceny, czy coś nas dziwi albo zaskakuje? Zaraz się dowiecie. Dziś zdjęcia z komórki, więc nie najlepsze.
W Krakowie naszym sklepem nr 1 było Tesco, po pierwsze było blisko, po drugie było w nim wszystko, po trzecie mając samochód wystarczyło zrobić tam zakupy raz na tydzień. Teraz Tesco zastapił nam Jumbo, sklep w którym panuje chaos i bałagan, robienie w nim zakupów po godzinie 16 jest przyczyną frustracji i wzrostu agresji wobec przekładających towar pracowników (którzy uniemożliwiają dojście do półek i zastawiają połowę alejek). Plusami sklepu są dość duży wybór towaru i możliwość kasowania sobie samemu rzeczy w trakcie robienia zakupów. Przykładowe ceny wybranych artykułów:
chleb (taki w kształcie tosta, miękki i nadmuchany) - 1,05 E,
dwa filety z kurczaka - 3 E,
ser gouda w plasterkach ok. 200g - 2,5 E,
1,5 litrowa woda mineralna - 0,65 E (w cenie doliczona jest kaucja za plastikową butelkę, którą tutaj się zwraca),
pudełko 12 mini lodów rożków (za którymi ostatnio przepada Zosia)- 2 E,
płyn do płukania tkanin Robijn 2l - 2,65 E,
ok 400 g fileta z łososia (nie mrożonego) - ponad 6 E. Ryby są raczej drogie, taniej niż u nas kosztują za to krewetki, 10 E za kilogram.


Tym co nas tutaj zaskoczyło jest zaokrąglanie cen, o 1, 2 eurocenty, np. jeśli coś ma cenę 1,02 to zapłacimy za to 1 E, a za towar wart 1,89 zapłacimy 2 E. W ten sposób starają się chyba wybić z obiegu żółtą drobnicę. Poza tym bardzo mało popularne są tutaj płatności zbliżeniowe. 
Zaraz koło Jumbo znajduje się drogeria, Kruidvat. Podobnie jak w Jumbo panuje tam nieład i bałagan, ile razy tam byłam tyle razy musiałam krążyć między alejkami, żeby móc wyjechać wózkiem spomiędzy pudeł. Wybór kosmetyków jest raczej mały, ceny wyższe niż u nas, np. żel do mycia twarzy Garnier kosztuje aż 8 E, krem do rąk Nivea 3,5 E. Pieluchy są za to w dosyć przyzwoitej cenie: 10 E za 52 sztuki.
W niedalekiej okolicy dwóch powyższych sklepów znajdziemy właściwie sklepy ze wszystkim innym: ubraniami, meblami, rzeczami kuchennymi, wyposażeniem domu. Sporo jest tutaj sklepów z tak zwanymi pierdołami, jednym z nich jest Xenos. 


Chińskie wyroby z "wyższej półki" (pudełeczka, pudła, zegary, poduszki, słoiki, kubki, czego dusza zapragnie), ale znaleźć tam można również fajne rzeczy made in Holland. Podobnego typu sklepami są Blokker i Hema, z tym że Hema jest również drogerią, sklepem odzieżowym i spożywczym. 



Tanie majtasy i kiepskiej jakości ubrania można kupić w Zeemanie. 


Najtańszym i najbadziewniejszym sklepem jest to:


Tutaj chiński towar sprzedają z kartonowych pudeł: foremki na babeczki, różne artykuły papiernicze, części do rowerów, gumki do włosów i oczy do produkcji żab;)


Sklepy odzieżowe to tradycyjne sieciówki: H&M, C&A, czy mniej popularne Etam. 


Sporo jest sklepów obuwniczych, np. odpowiednik naszego Deichmanna - Van Haren, w którym nawet niektóre deichmanowe marki się powtarzają. 


Generalnie w centrum znajdziemy co krok jakiś sklep odzieżowy, obuwniczy, spożywczy, sklepy z porcelaną czy serami. Zosia bardzo lubi towarzyszyć mi w zwiedzaniu miasta, warunek jest jednak taki, że zawsze muszą być Pies i rogal z czekoladą pod ręką;)


sobota, 24 stycznia 2015

Morze zimą i Malinka

Dzisiaj opowieści nadmorskie, gdyż słoneczny dzień zachęcił nas do podróży nad morze Północne. Z Delft mamy tramwaj nr 1, który jedzie pod samą plażę, więc jak się zrobi ciepło to pewnie będziemy tam gościć dosyć często. Ponieważ na trasie tramwaju (w Hadze) znajduje się polski supermarket Malinka, postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym i dodatkowo zrobić zakupy. 
Jak to zazwyczaj bywa nad morzem, wiało niemiłosiernie. A że i ja i Zosia nie przepadamy za wiatrem i zimnem nasz spacer ograniczył się do przejścia kawałkiem plaży, pozbierania muszelek, zjedzenia obiadu w McDonaldzie i powrotu promenadą na przystanek tramwajowy.









Wybór miejsca posiłku uzasadniam tym, że we wszystkich innych barach i restauracjach serwujących ryby i owoce morza było pusto, głupio wrócić do domu z rozstrojem żołądka. 





W drodze powrotnej wstąpiliśmy do polskiego sklepu kupić to, co po 3 tygodniach nieobecności w kraju, marzyło nam się najbardziej.


Michałowi - biały ser! Mnie - serek wiejski! Mnie i Zosi - Wafelki!

Na zakończenie zdjęcia z tramwaju podczas drogi powrotnej:)